Oj... ciężko było. Nie udało mi się bez tych owoców...:( Myślałam, że największy problem będzie z czekoladą, czy innymi słodyczami. Ale to nie stanowiło problemu. Ale właśnie te OWOCE. I jeszcze coś... Jakbym miała wytrzymać bez owoców, to dałabym radę. Bez warzyw też. Ciężko, ale dałabym radę. Ale mnie zbyt dużo czasu nie ma poza domem. Nie wystarczało mi czasu na gotowanie specjalne posiłków. Bo 20 min. męczyłam się z obieraniem kurczaka, później go gotowałam przez 30 min. i jadłam kolejne 20. Przy czym połowę zostawiłam z tego. Bo zaczęło mi się przypominać jak go obierałam xD To chyba nie dla mnie. Filetów już nie było. A siły nie miałam biegać nie wiadomo gdzie. Bo jadłam na obiad udko z kurczaka. Którym też się nie najadłam. Bo ja mam tendencję do tego, że jak jest COKOLWIEK "dziwnego" (jakaś chrząstka, coś białego:nie tłuszcz), to mnie skręca i z szynki wytnę połowę;D Więc mi dużo tego nie zostało. No ale co... Jadłam szynkę z indyka, jogurty naturalne i duuużo jajek. W sumie jajka najbardziej mi smakowały. Więc podsumowując. Wszystko pięknie brzmi, ale jak miałam sama dla siebie gotować, to koszmar. W ogóle zaczęło mnie strasznie nudzić to jedzenie. Bez warzyw, czy owoców. Ale wyniosłam coś BARDZO dobrego z tej diety. Piję dziennie jakieś 2 litry wody (minimum!). Samej wody. Bo jeszcze piję bardzo dużo zielonej herbaty.
Nie chcę rozpoczynać nowej diety. Po tak krótkim czasie. Ale cóż... Trzeba. 10 kg jak było, tak zostało. A wakacje coraz bliżej. Zobacznymy. Trzeba pomyśleć o czym innym. Ale ćwiczyć, nie przestaję:)
Zastanawiałam się nad South Beach. I jeszcze zacznę biegać (regularnie) i Pilates. Co z tego wyjdzie, zobaczymy... Musiałabym sobie wszystko dobrze zaplanować.
Znów próbuję tę dietę. Teraz już jest nieźle. Trzymam się 3 dzień. Jest coraz łatwiej. 1. dnia już myślałam- a co tam, rzucam! Ale na szczęście tego nie zrobiłam. I jak się cieszę! Ale od wczoraj mam inne wątpliwości. Dlatego bardzo prosiłabym o Waszą pomoc... Znów Mianowicie: trzymam się już 3 dzień, ale nie jestem pewna, czy jem odpowiednie produkty. Przez pierwsze 2 dni jadłam kurczaka smażonego, ale z minimalną ilością oliwy z oliwek, wczoraj z cebulą, codziennie jajecznicę z przyprawami, czasem maślankę, kefir, mleka nie piję, jogurty Danone bez cukru, wczoraj się skusiłam na puszkę Pepsi Light, dzisiaj na pół szklanki, dziś jeszcze serek wiejski (200g w tym 22g białka, 4 węglowod. i 10 tłuszcz) Jest taki dobry? Aha, jeszcze Activia owocowa, ale nie więcej niż 1/dzień. I oczywiście hektolitry wody. Bardzo proszę, jak ktoś zna się na tej diecie, proszę o pomoc. Szczególnie kieruję to do JAZOO'a :D Nie chcę tego przerywać! Bo jak nie teraz, to nigdy! Słyszałam, że z wiekiem jest coraz trudniej, niby można, ale wolałabym już teraz bez problemu wyjść na plażę i NICZYM się nie przejmować. Btw. jeszcze się nie ważyłam. Chciałam dopiero w czwartek (po pełnych 5 dniach) i jak zobaczę zadowalające efekty, to przetrzymam jeszcze 2, później dorzucę warzywa, tzn. przechodzę do II. Trzymajcie kciuki:)
Dzisiaj, godzina 23:17
Wydaje mi się, że skopałam sprawę. Jutro kupuję ten olej parafinowy, czy co to jest... Kupię też zapas jogurtów na 2 dni, pojutrze zrobię większe zakupy, kupię te serki wiejskie, jakieś mięso na zimno, kurczaka na obiad i te ogórki konserwowe. Co jeszcze mogę kupić... Wolę sama sobie coś kombinować, monotonia mi nie przeszkadza, bylebym jadła to co jeść powinnam. Ale jednak się skusiłam i weszłam na wagę. 1kg mniej. To nie jest źle. Ze względu, że to jest dopiero 3 dzień i to jeszcze jestem najedzona i dużo piję, a wiadomo, że inaczej będzie rano. Ale rano również się zważę i zmierzę. I nie jestem pewna, czy za dużo pepsi (light) nie wypiłam. 1 litr dzisiaj, wczoraj 330. Jeszcze będę czytała na ten temat na innych forach, z tej diety, bo szukam czegoś, co aż tak bardzo nie nadwyręży budżetu mojej mamy, bo wiadomo, jestem na jej utrzymaniu. Nie mam też głowy do nie wiadomo jakiego gotowania. Mówię, może być każdego dnia to samo, byleby było to dosyć łatwe i "przyjemne". Zostaję na I fazie do piątku.
Ehh... znów była długa przerwa. Ale w tym czasie nabrałam trochę większego doświadczenia. Byłam jeszcze raz na Dukanie. Uznałam, że jest ona nie dla mnie. Że nie tego oczekuję. Nie chcę nikogo zniechęcać, ale zauważyłam, że zrobiłam się dla wszystkich bardziej wredna, wymagająca i ogólnie wystąpiło pogorszenie nastroju. Podczas tych dwóch tygodni (wczoraj odpuściłam) schudłam włącznie z uderzeniówką jakieś 2/3 kg. Wynik nie jest zły, ale wolę w inny sposób stracić te moje kilka kilogramów. Więc teraz powiedziałam sobie tak jak kiedyś. Zdrowe odżywianie nikogo nie zabiło, wręcz wielu pomogło Rano robię sobie jakieś ćwiczenia; brzuszki, przysiady, skręty, blablabla, wieczorem robiłam to samo, ale teraz będę robiła co innego. Chcę przede wszystkim wyglądać zdrowo. Będzie trudniej, zdaję sobie sprawę, ale będzie zdrowiej. Bo wtedy jedząc to białko w ogóle prawie mi się jeść nie chciało. A teraz zjadłam sobie jajecznicę na oliwie z oliwek z warzywami i nadal czuję "małego głoda". W takim wypadku będę jadła tabletki z chromem i błonnikiem. Przerzucam się na chude mleko (0.5%), chude sery i twarogi, pełnoziarniste bułki, czy chleb (tak do 2 na dzień), jak najmniej przetworzone rzeczy, dużo gotowanych warzyw i jak najmniej tłuszczu. Cukier odpada, raz w tygodniu mały "słodki grzech", kakao odtłuszczone, dużo czerwonej herbaty, kurczak, ryby i wiele takich. Planuję również równe odstępy między posiłkami. Co 3 godziny. I wiadomo sport.
Takie nawyki chcę zostawić jak najdłużej. Planuję zrzucić tak do 50/48 kg. To jest jakieś 8/10 kg. Chciałabym wysmuklić uda i schudnąć z brzuszka oraz załatwić sobie wcięcie w talii. Mam nadzieję, że się uda
Uh... Z dietą się ładnie trzymam. I trochę sobie ćwiczę. Wczoraj zrobiłam sobie 8 min ćwiczeń na brzuszek, dziś to samo+ na nogi+ rozciągające+ na pupę. Chyba zrezygnuję z nóg. Bo boję się, że rozbudują mi się mięśnie w tych partiach. A tego bym bardzo nie chciała. Rano jeszcze sobie "pobódkowe" ćwiczenia robię (50 brzuszków i tyle samo przysiadów+ 100 skłonów). Z tymi zestawami 50+50+100 rano oraz 3x8 min. chciałabym zostać przynajmniej do Sylwestra. Do tego jeszcze stosuję te kosmetyki, zazwyczaj rozgrzewające (posiadam jeszcze chłodzące- Eveline). Mam nadzieję, że uda mi się trochę chociaż wysmuklić ciałko :)
Btw. robię jeszcze coś takiego, że jak będę dla kogoś wredna, albo wyrwie mi się jakieś brzydkie słowo, to wrzucam do puszki 1zł i później kupię karmę dla psów ze schroniska. Taki mój mały plan.
Eh. Trochę się podłamałam. Niby zjadłam to co "wypada", ale czuję, jakbym przynajmniej krowę zjadła. Po prostu napiszę:
- śniadanie: 2 jajka na twardo ugotowane
- w szkole troszkę maślanki
- wróciwszy do domu jajka z sosem (jogurt bez cukru, do tego przyprawy, troszkę cebulki, pieprz i inne, bez soli)
- później na obiad filet z kurczaka w podobnym sosie (teraz dorzuciłam 2 łyżki otrąb)
Nie wiem, czy nie przesadzałam z kakao. Piłam tak ok. szklanki dziennie. Nie wiem czy nie za często/dużo. Do tego te moje ćwiczenia, dziś jeszcze był spacerek (do sklepu po moje jedzonko ), a kawałek to był. Całe szczęście, że jutro już będą warzywa. Inaczej znów mi motywacja spadnie. A tego bym nie chciała, oj nie.
Z Dukana znów zrezygnowałam. Nie mam na niego siły. Nie chodzi o jedzenie, czy cokolwiek takiego. Brak siły (na pokusy) również nie. Ale było bardzo niemotywujące, że nic nie chudłam. Zjechałam przez prawie 3 tygodnie 2kg. A Dukan obiecywał więcej. Oczywiście, nie mówię, że to mało, czy coś takiego. Ale jak na takie ubogie jedzenie, codzienne ćwiczenia, dbanie o urozmaicone menu, to nie zadowoliły mnie efekty. Masę kasy wydawałam każdego dnia. I uznałam, że ta dieta nie jest dla mnie. Zwyczajnie. Nie jadłam tyle mięsa, ile jeść powinnam. Jadłam mniej w ogóle niż powinnam. Niestety, mi ta dieta na razie nie podpasowała. Może kiedyś do niej wrócę, ale jak sama sobie będę zawsze kupowała jedzenie, tzn. będę na swoim garnku. Na razie, staram się jeść zdrowiej, ćwiczyć i dbać ogólnie o ciało. Mam nadzieję, że będą efekty. Nie muszą być szybko. Byle były. A pewnie będą. Chciałabym swój cel osiągnąć do matury. Zostało mi ponad 5 miesięcy. A mam jakieś 8/10 kg.
Ogólnie planuję tak:
1. Do końca roku schudnąć 3 kg
2. Do 21.03.2011 schudnąć następne 3 kg
3. Do matury stracić kolejne 2 kg
4. Do października zrzucić 2 kg
5. Do końca życia- zdrowo się odżywiać
Co dziś spałaszowałam:
7:30- kanapka z szynką
10:00 i 13:00- bułka pełnoziarnista z szynką, papryką i odrobiną majonezu (zamiast masła)
16:00- talerz zupy
18:45- twarożek z miodem i grejfrutem
Będę jeszcze pracować. Ale dobrze się na razie zapowiada. Nie rzuciłam się na czekoladę po powrocie ze szkoły, choć pokusy czekały
Btw. rano znów robię moje ćwiczonka, na wfie dałam z siebie bardzo dużo, cały czas intensywnie ćwiczyłam, a później czekają na mnie 8+8 min. (rozciąganie i ćwiczenia na brzuszek :) )
Dziękuję bardzo za miłe słowa i motywację Ale nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać... Ostatnio coś moje zdrowie szwankuje... Nie mówię o przeziębieniu. Od pewnego czasu, bardzo włosy mi zaczęły wypadać. Myślałam, że to normalne (zmienia się pora roku, zapuszczam włosy, za często je myję, stały się ciężkie, warunki pogodowe, czy niezbyt zdrowy tryb życia). Ale przyglądałam się temu bliżej i zauważyłam, że przecież śpię tak długo jak kiedyś, nigdy nie miałam takich ekscesów. Nie używam suszarki/prostownicy/lokówki, używam odżywek. Jedyne co się zmienia, to długość włosów. I to, że stały się trochę łamliwe. Ostatnio pobolewa mnie również głowa. Co dziwne, mam dosyć niestabilny cykl. Już trzeci dzień mam miesiączkę. Niby nic dziwnego, ale przerwa była niecały tydzień. Wcześniej 2 tygodnie przerwy. I tak przez jakiś czas. Więcej nic na razie nie zauważyłam. Ale muszę iść do specjalisty. Nie ma innej możliwości. Jutro dzwonię się zapisać. Coś mi się jeszcze przypomniało. Spostrzegłam, że miałam dosyć spore zakwasy. Biegałam trochę na wfie, przez może 3 dni czułam wszystko. A nie przesadzałam. Mam nadzieję, że nic sobie nie zrobiłam...
Kochane Słońca!:) Zasługuję na największe baty pod słońcem. Pewnie mnie już teraz zlejecie, przecież tyle razy się deklarowała, że będzie się trzymać i ile razy dała plamę? Moim marzeniem było napisanie tutaj na forum: Dziewczyny, tak, udało się! Schudłam już 7 kg. Mój sposób jest taki:... Ale tak się nie stało. Próbowałam różnych "metod". W tym roku zaczynam studia, dostałam się na ekonomię:) I znalazłam pracę. Miałam zamiar biegać każdego dnia, kupiłam sobie hantle, płyty Shape, żeby ćwiczyć i powiem wprost: dupa. Dziś zaczęłam pracować na ranną zmianę, chciałam po powrocie do domu iść biegać. Ale godzinę przed wyjściem tak mi się zaczęło kręcić w głowie, że ledwo widziałam. Pracuję w sklepie, na kasie nie widziałam co mi ludzie kładli na ladę. Miałam rozmazany obraz, plamy przed oczami. Po powrocie nie było też najlepiej. Bieganie było ostatnią rzeczą, o której bym śmiała pomyśleć nawet. I znów zaczęłam terapię hormonalną. Nie chcę na niej przytyć. Podobno te są jakieś lepsze. A ja nie chcę rozpocząć nowego etapu życia niezadowolona z siebie. Chcę się pozbyć chociaż tych 7 kg. Liczę na Was, jak nie Wy, to już nie wiem kto mi pomoże. Myślicie, że takie coś mi pomoże? Do 15.09 schudnąć z 60 do 53? Przypominam, mam 158cm.
Śniadanie: płatki fit (z biedrony, pół szklanki)+ mleko 2% (szklanka)+ owoc (jabłko/banan/brzoskwinia)
II śniadanie: pół kubeczka surówki koperkowej (też z Biedy:D) i wafel ryżowy
Obiad: pół torebki kaszy, gotowany kurczak, warzywa, jogurt (z przyprawami ofc)
Podwieczorek: 2 pomidory, 2 łychy jogurtu
Kolacja: 2 wafle ryżowe z np. białym serem
Jeszcze jedno pytanie: jak idę na popołudniówki, co zrobić, gdy kończę np. o 21 pracę? Pracuję po 6-8 godzin. Zazwyczaj jestem w domu po 22. I jem. Oczywiście przerwę mam w pracy.
Liczę na Waszą pomoc. Błagam, pomóżcie. Jak radzicie sobie w takich sytuacjach?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum