wczoraj rozpoczęłam swoją walkę (wtorek-żeby uniknąć klątwy poniedziałkowej:p) ze słabością pt wielki apetyt. czuję, że dzięki opisaniu jej przebiegu, będzie mi łatwiej ją wygrać:)
marzy mi się 7kg mniej, ale za 10 też się nie obrażę. a głównie, to chciałabym po prostu wytrwać w swoich postanowieniach i poczuć się lepiej. opieranie się o swój brzuch przy siedzeniu, czy oglądanie podstępnie wyłaniającego się cellulitu doprowadza mnie do obłędu. a chciałabym zajmować się czymś innym (np. szczęśliwym żywotem!), a nie ciągle garbić się i maskować, z powodu braku akceptacji samej siebie.
plan jest może i kontrowersyjny, ale nic mniej drastycznego raczej nie zadziała- wybrałam dietę kopenhaską. po niej zamierzam poczynić kolejne kroki, by całkowicie się zreformować.
2 dni mam za sobą. jeśli o samo przestrzeganie jadłospisu chodzi, nie ma na razie problemu, bardziej mnie to bawi niż nastręcza problemów. no może wieczorkiem jest trochę zaciskania zębów;p przestraszył mnie tylko nocny incydent- obudziłam się nad ranem ze straszliwymi mdłościami, bez wymiotów się nie obeszło:/ zdziwiła mnie, wręcz przestraszyła bardzo ta organizmu odpowiedź. bałam się, że będę musiała już 1.dnia zarzucić walkę. na szczęście cały dzień minął spokojnie, żadnych przykrych rewelacji. moje wielkie wędrówki do kuchni w sumie zawsze odbywają się wieczorem lub wręcz w nocy, może dlatego nocą mi ciężej?
mimo pochłaniania ogromnej ilości wody, brzuszek już się ładnie wciągnął, jak to mobilizuje!
czy ktoś ma jakieś doświadczenia z kopenhaską?jak tak, to ładnie proszę, podzielcie się nimi:)
dzięki za kciuki, od razu chce się działać:)
można powiedzieć, że dzień 3 dobiegł końca, bo kładę się właśnie spać. pora obłędna, ale tak mnie kusi, że wolę nie ryzykować! w śnie jestem bezpieczna.
od godziny 18 przechodzę taką mękę i sprawdzian woli, że głowa mała. głodzisko przeogromne:/ i nawet nie pomaga myśl, że na wadze ujrzałam 1,5kg mniej.
co do ważenia, postanowiłam, dla zwiększenia motywacji, ważyć się co 2. dzień. szkoda, że wagę mam prehistoryczną i nieprecyzyjną, ale może do porównywania wyników wystarczy. na razie 1,5kg- i to nie żadna utrata wody, bo akurat wody to mam w sobie z 5litrów, ciągle piję:) przynajmniej tyle pozytywnie:)
troszkę czasu minęło..
dziś dzień 8 zmagań z kopenhagą. a od ostatniego wpisu oj działo się działo, w tym niestety jedno odstępstwo od planu=/ na szczęście niewielkie. wiadomo- andrzejki=p zakończyło się na niewielkiej ilości alkoholu i jednym 'nielegalnym" posiłku. postanowiłam jednak się tym za bardzo nie zrażać i kontynuować dietę, tak jakby nic się nie stało. może i tak nie wolno, ale nie chciałam się dołować zaczynaniem od nowa itp. zwłaszcza że z efektów jestem zadowolona=] tzn. ewidentne 3,5kg mniej=] może nie jest to żaden spektakularny wyczyn, ale mnie bardzo cieszy.
podejrzane rzeczy dzieją się z moją głową od tej kopenhagi, mianowicie jeść nie chce mi się w ogóle. mimo że są to naprawdę niewielkie porcje, ledwo je kończę, zajmuje mi to 0,5h i więcej. na myśl o niektórych posiłkach marzę, żeby zastąpić je herbatką i się nie mordować. mam nadzieję, że nie popadam w jakiś obłęd!=p
Witaj Tolka ja swego czasu przechodziłam kopenhaską daje szybki spadek wagi ale potem koniecznie ograniczenie ckal. bo kilogramy wrócą.Ja jak zaliczyłam jakąs wpadkę to tez nie zaczynałam od początku.
Trzymam kciuki
szału bym dostała jakbym miała zaczynać od nowa!jeśli tracę jakieś 'magiczne' efekty, trudno, biorę to na klatę=p po kopenhadze mam zamiar zająć się rozruszaniem cielska (powrót do aerobiku, biegania i basenu- kiedyś dużo działałam..), na razie tylko spacerki. z poprzednich swoich akcji dietowych wyniosłam jedną lekcję- im więcej zadań podejmowałam na raz, tym szybciej traciłam zapał. dlatego tym razem najpierw parę kilo mniej na zachętę, później reszta. taki oto chytry plan=]
dziękuję za wsparcie=]
dzień 11
zamrugałam ze zdziwienia dziś na wadze, od stanu wyjściowego mam -6kg. czuję to=] nie mogłam się doczekać końca kopenhagi i wczoraj zaczęłam ćwiczenia (taki własny twórczy zestawik na powszechnie "strategiczne" strefy). wielki błąd- zmęczenie i osłabienie przez dietę za duże. i marna egzystencja z zakwasami=]
kopenhaga zakończona w sobotę! jupi! rezultat -6kg, zacnie:)
teraz kolejne wyzwania, czyli utrzymać ten minus. no i oczywiście ćwiczeniami i sensowną dietą unieszkodliwić jeszcze 4kg. ha, jak się łatwo o tym pisze, ale jak będzie z wykonaniem?..
od kilku dni prężę się w domu, różne podskoki i machanie hantlami, tak nie całą godzinkę. przydałoby się trochę na zewnątrz pokręcić, a nie wszędzie tylko autem..taka nowa koncepcja ekologiczno-zdrowotna;p tylko że jak zwykle mówię rano "a może od jutra?" zobaczymy co da się zrobić:)
JAZOO, dziękuję za uznanie, ale to w końcu dopiero świeżutkie zmiany. liczę na ich utrwalenie i wtedy poczuję się warta tych gratulacji:) pozdrawiam:)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum