jestem, jestem, juz zabiegana okrutnie, bo i od rana pralki z praniem wstawiam i obiadek dzieciom gotuję, ale najważniejsze, że wszystkie jesteśmy szczęśliwe i nareszcie razem.
Pociąg przez te wichury spóźnił sie ponag godzinę, a jeszcze na dodatek u nas W Szczecinie Dąbiu doszło do kolizji pomiędzy pociągiem a drezyną, wiec były utrudnienia.
Ale nareszcie dzieci dotarły i najważniejsze, że pomimo przygód z pszczołami i strachu jakiego sie najadły są bardzo szczęśliwe i zadowolone.
Co do dietki to waga narazie ani drgnie i rano wskazuje 74 kg.
przeszłam na diete 1000 kcal i dzisiaj rozpiska wyglada nastepujaco:
rano kawa bez cukru, musli z mlekiem
II sniadanie brzoskwinia
obiad: duży gołabek w gotowanych warzywach i surówka
kolacja moze jakis serek lub jogurt
dzisiaj mój młodszy brat (przyjechał do mnie na 3 dni) zmotywował mnie do poskakania na trampolinie. Jak sobie dałam czadu to mnie teraz wszystko boli a najbardziej mięsnie karku i barki. Robiłam nawet fikołki. Jutro chyba wstane połamana bo kości mam zastałe. A i po obiadku mamy w planach iść na spacer do lasu.
Zmykam teraz do kuchni dzieciom obiad nałozyć, wieczorkiem postaram sie wpaśc znowu.
_________________
Ostatnio zmieniony przez iwonka69 Nie 17 Sie, 2008 13:09, w całości zmieniany 1 raz
no tak, i ryczeć mi sie chce, bo dzisiaj stanęłam na wagę a ona pokazuje mi 74,5 kg, czyli o 0,5 kg więcej. Dlaczego, przecież się staram. Czy tak reaguje organizm który nareszcie "złapał" cos konkretnego do zjedzenia
A ja wczoraj jeszcze i na trampolinie poskakałam i była na godzinnym spacerze w lesie, dziewczyny ratujcie bo zwariuję. Zostało mi okrągły misiąc do wyjazdu i jeszcze musze schudnąć, a tu odwrotnie, przez 2 dni przybyło mi 0,5 kg.
I naprawde sie nie opychałam tylko zjadłam rozsądnie, napewno nie było więcej jak 1000 kcal.
iwonka69 nie martw się!
mi waga waha sie az o 1 kg...
u mnie to normalne, nawet jak stosuje diete to sa momenty ze mi waga poskoczyale zaraz znowu jest w normie
moze woda sie zatrzymuje w organizmie?
tak mnie dopadł dół, a najgorsze, że nie wytrzymam i poddam zbyt szybko jak efektów nie widać. Wczoraj tak intensywnie na tej trampolinie fikołki wywijałam,że dzisiaj ruszać sie nie moge, kark i barki bolą niemiłosiernie, zresztą wogóle nie lubie ćwiczyć, bo mam niskie ciśnienie i zawroty głowy przy jakimkolwiek schylaniu się, a robienie brzuszków to dla mnie koszmar.
Jak znowu przestane jesć, to boje się, że to odbije sie na moim zdrowiu i jak tu przetrwać, jak nie widać efektów bo waga stoi?
Ile to może potrwać, taka stagnacja?
Moze metoda malych kroczkow by pomogla? Codziennie troszeczke sportu, powoli zwiekszajac dawke?
Nie czuje sie mocna w tym temacie, szczerze sie przyznaje, ale male kroczki mi pomogly. Najpierw bylam zmeczona po przejechaniu 5 km na rowerze, po pol roku zdarzalo sie przejechac prawie 100.
Iwonko na pewno pojdzie,nie denerwuj sie i nie przerywaj dietki.Ale jesc musisz,nie glodz sie bo to jeszcze gorzej bedzie.Moze przed okresem jestes i dlatego waga poszla do gory?
Musisz byc cierpliwa,poleci w dol
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum